Nie tylko Tatry i Mazury. Co kryje w sobie Lubuskie?

Jeździ się na Mazury, w Tatry, do Krakowa, do Trójmiasta czy nawet na Podlasie. A Lubuskie? Kto myśli o Lubuskim? (jeśli Ty to daj znać!) A gdybym powiedziała Ci, że to kraina miodem i winem płynąca oraz najbardziej zalesione województwo w Polsce? Choć byłam tam na bardzo krótkiej i intensywnej wizycie studyjnej na zaproszenie Polskiej Organizacji Turystycznej, czuję, że dotknęłam zaledwie wierzchołka góry lodowej. Mam dla Was do polecenia miejsca, do których na pewno wrócę na dłużej.

Park Mużakowski

Wyobraź sobie, że nagle jesteś w obrazie jednego z malarzy romantycznych. Idziesz ścieżką parkową i nagle „boom!” – drzewa łagodnie się rozchylają, odsłaniając widok przepięknego pałacu rodem z filmu „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Czujesz się jakbyś podziwiała obraz, a nie prawdziwy widok. I właśnie tak miało być, jego założyciel, książę Pückler, zaprojektował osie widokowe specjalnie z myślą o takich wrażeniach. Malowanie krajobrazem! Wspaniały pomysł. Jeśli moje zachwyty to mało, to dodam jeszcze, że park został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Łuk Mużakowski

Jeśli masz ochotę odpocząć od zgiełku i nasycić oczy pięknymi widokami, to Łuk Mużakowski jest cudowną okolicą na wycieczkę rowerową bądź pieszą. Mnie zachwycił piękny las otaczający kolorowe jeziorka powstałe po kopalniach wydobywających węgiel brunatny. Ten teren jest chroniony przede wszystkim ze względu na unikalną spiętrzoną morenę czołową, uznawaną za jedyną na świecie tak wyraźnie widoczną z kosmosu. Mnie poruszyły historie o tym, jak natura odzyskuje swoją przestrzeń. Hałdy wokół jeziorek, teraz pięknie zalesione, w czasie, gdy działały kopalnie, były łyse. Ciężko w to uwierzyć. Szczególnie gdy wdrapiecie się na wieżę widokową i zobaczycie otaczający Was bezkres zieleni. Same jeziorka wciąż mają bardzo kwaśną wodę (o pH podobnym do octu), więc nie ma w nich życia, ale dajmy naturze jeszcze chwilę!

Lubuski Szlak Wina i Miodu

Właściwie powinnam zacząć właśnie od niego – bo tym, co skusiło mnie do udziału w wizycie studyjnej, było moje dawne marzenie o podróży szlakiem winnic. Wiecie, jedziemy autem wzdłuż wijących się dróg. Z każdej strony wzgórza porastają winogrona. Zatrzymujemy się przy tych winnicach, które nam się najbardziej podobają, które skuszą lepszą nazwą, rozmawiamy z właścicielami, próbujemy wina, zagryzamy serem i bierzemy butelki jako prezent z podróży. Nie udało mi się zrealizować marzenia, kiedy byłam w Toskanii, ale w końcu się udało w Polsce. Drogi co prawda mniej się wiły, auto było busikiem, ale winnice są wspaniałe. Województwo lubuskie posiada najwięcej nasadzeń w Polsce, aż 163,9 hektara! Najwięcej ze wszystkich województw (choć Małopolskie depcze mu po piętach). We wrześniu w czasie winobrania można tu liczyć na wiele atrakcji. Wśród nich: barwna parada w Zielonej Górze (która przypomniała mi obchody Dnia Świętego Patryka w Irlandii) czy winobusy krążące między uprawami, dzięki którym nikt z grupy nie musi być kierowcą. A także koncerty, spacery, jarmark winobraniowy, spotkania teatralne i dużo, dużo więcej.

Ja najbardziej doceniam jednak te ciche momenty, kiedy mogliśmy porozmawiać z właścicielami czy pracownikami winnic, dowiedzieć się o produkcji, o tym, że w tym roku majowe przymrozki mocno uderzyły w winorośle, że zmiana klimatu powoduje, że mamy klimat jak w Szampanii 50 lat temu, że winiarze eksperymentują z różnymi szczepami i że polskie wino już od dawna przestało być gorsze. Tak, polskie wino wciąż nie należy do najtańszych – mała skala upraw generuje wyższe koszty. Ale wiadomo: lokalne produkty smakują najlepiej właśnie tam, gdzie powstają. Więc jeśli marzy się wam, jak mi, podróż po winnicach, jedźcie w Lubuskie. Pamiętajcie, by przed wizytą w winnicy zadzwonić i się zapowiedzieć, to często kameralne miejsca bez stałego gospodarstwa na miejscu, więc właściciele muszą specjalnie do Was dojechać.

Miejsca które odwiedziliśmy:

Jezus w Świebodzinie

Przez jakiś czas była to największa figura Jezusa na świecie, wyższa od tej w Rio. I jak wiele tak monumentalnych przedsięwzięć, pomnik ten budził spory. Ja doceniam rozmach i chęć pokazania światu Świebodzina. Sama pochodzę z Ziem Odzyskanych i wiem, jak skomplikowana historia utrudnia budowanie lokalnej tożsamości oraz głębokiego poczucia zakorzenienia. Więc w tym pomniku widzę takie zadomowienie, bo nie inwestuje się w coś, kiedy wiesz, że to porzucisz.

Więc jak? Jedziesz w Lubuskie?

Materiał zrealizowany podczas podróży studyjnej “Lubuski Szlak Wina i Miodu” na zaproszenie Polskiej Organizacji Turystycznej

Leave a Reply

Discover more from Magda's Cauldron

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading